Prania nastawionego na tryb sportowy nie można uznać za odwirowane, Junior wraca ze szkoły ze spodniami rozerwanymi na kolanie, w pracy utrwala się system komunikacji niewerbalnej za pomocą wymownych spojrzeń, półsłówek rzucanych niby ot tak, tasują się znajomości, trzeba zamknąć oczy, żeby przetrwać, potem przychodzi wena i piszesz osiem stron na prawdę dobrego tekstu w ciągu dnia, malowanie przedpokoju zawieszone w blizej nieokreślonej czasoprzestrzeni, El Nino bawił się w przedszkolu z ANAZSTAZJĄ (czyżby tajemnica historyczna została rozwiązana?), telefon z W. (dziecku idą zęby, tłumaczenie w toku, wykład proszony w czwartek), obiad gotowany z dziennym wyprzedzeniem, w przychodni paniom zginęły wyniki badań (właśnie moich) i próbują mnie przekonać, że owe nigdy nie miały miejsca (nie-rzeczywistość realna, nie-rzeczywistośc wirtualna), w sekretariacie ściany mają uszy dokładnie jedną parę ale króliczych, ogródek jeszcze daje chwilę, za sprawą przymrozków, ale czuję, że powinnam być w blokach startowych z naręczem sadzonek i rękawicami w kwiaty, USG: wdech-wydech-wentyluj dzięki Bogu następne za kilka miesięcy, debata do zorganizowania, katar i ciągle zimne ręce, niesmak okrutny przy spotkaniu na korytarzu, zgłoszenie udziału w konferencji leży wydrukowane i pustką marginesów krzyczy "PISZ! bo TERMIN!", basen rano, wdech-wydech (muzyka daje poczucie że jestem tu sama tylko 6 rano na basenie daje ten luksus więc pławię się w luksusie), "zjadłbym coś słodkiego..." EN stoi tuż przed wyjściem już w kurtce i bucikach, słońce nieco zdradliwe gdy na termometrze całe plus SZEŚĆ, napiszmy może artykuł o współczesnych problemach...aaa...no tak...
Jesteś tam Doktorze Jot?:)
Przyjacielka (a echo ..Elka..Elka...Elka?)
Endriu, jesteś tam?
Jak coś..ściskam Was serdecznie gdzieś pomiędzy praniem a pisaniem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz