Dawno mnie tu nie było, oj dawno i to żadna kokieteria, najpierw nie było weny, potem nerwów, potem czasu a na koniec zgubiłam gdzieś hasło. I powiedzieć, ze je znalazłam podczas porządków przedświątecznych byłoby ogromnym nadużyciem. A to dlatego, że owe porządki (ani wogóle żadne porządki) miejsca nie mają jeszcze ( i tu postawmy znak zapytania bo nie wiadomo do kiedy nam się "jeszcze" przeciągnie, wszak to tak rozległe znaczeniowo pojęcie).
Ale jestem i piszę i to się liczy nes pas? Nic to, że jest czwarta rano, ja nie moge spać i już mnie gryzie sumienie, że powinnam pisać kolejny nikomu niepotrzebny, pozbawiony wartości wszelakiej artykuł a nie bLogaSkA niewiadomo dla jakiej potomności zamierzonego.
Potomność w Gadułowym domu mnie przeraża, starsza dlatego, ze nie rozróżnia i nie preferuje ocen innych niż 1 i 5 i częściej się skłania ku opcji numer jeden, nie powiadamiając rodziców, "z obawy, żeby ich niepokoić" i dlatego rodziców ma łagodnych jak mleko z miodem i od czasu do czasu tak niezaniepokojonych, że matka łykałaby krople uspakajające gdyby je miała, jak naród obietnice przedwyborcze.
Młodsze natomiast dziecko przeraża nonszalancją i nieco przedmiotowym traktowaniem ludzi. "Bartek znów mnie nie lubi, ale nie szkodzi, bo mam już ZAPASOWYCH kolegów". Spoko, doprawdy spoko...humanizm, humanistyka i humanitaryzm kojtnął kopytkami w kierunku nieba.
PM od czasu gdy wrócił z operacji ćwiczy zajadle, rozważam zakup Mu w gwiazdkowym prezencie pakietu ćwiczeń z Chodakowską i różowych getrów.
W pracy jest wesoło tak wesoło jak tylko może być wesoło na polu pełnym min przeciwpiechotnych. Uśmiechamy się do siebie i uprzejmie kiwamy głowami ze zrozumieniem, pełni jesteśmy otwartości oraz empatii. Nie należy jednak zapominać, że Hitler też pewno kiwał główką a Stalin na niektórych zdjęciach uroczo uśmiecha się pod wąsem. Nie, nie przypisałam jeszcze ról poszczególnych dyktatorów personalnie. Choć (być może zbyt śmiało) zakładam, że w tym roku to raczej pracowej wigilii nie będzie.
Ogólnie wpływa to na moje nadwyrężone juz mechanizmy obronne ALE!!! jeszcze sie trzymam, jeszcze nie prycham gdy ktoś narzeka że nie lubi Świąt bo musi MAMIE POMÓC, jeszcze nie trzaskam drzwiami (choć już się za nimi przed własnym potomstwem chowam), jeszcze nie płaczę jak pomyślę, ze do końca roku zostało mi dwie konferencje i spotkanie z 200 dzieci.
Na ostatnim spotkaniu z dawnoniewidzianym znajomym:
-fajnie, Ty o tolerancji, Twoi studenci o toerancji-powiedział ów
-no fajnie-skonkludowałam-a w sobotę idziemy razem na strzelnicę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz