sobota, 19 grudnia 2015

Wstydliwe sprawy

Spędziłąm kiedyś kilka minut za katedrą w jakiejś lekko nadętej instytucji mówiąc o tym i owym i co najdziwniejsze z całej tej mojej palaniny, występujący kilka chwil potem Pan Profesor wyciągnął jedno zdanie i do niego wrócił "ludzie wstydzą się wiary". Poczułam się doceniona :)

Rozbłyszczane, rozkrzyczane kolorami kokard wystawy, pluszowe misie, anioły sprzedające opłatki już którąś godzinę z rzędu, tłum przelewa się w kierunku parkingu, w hałasie melodii o wesołych świętach zimny głos mówi  "właściciel samochodu o numerach rejestracyjnych..". Biegnę, drepczę, wrzucam do koszyka migdały i rodzynki i jeszcze papier kolorowy na poniedziałek na plastykę. Daję się ponieść fali ludzi, muzyki porzetykanej komunikatami, po których każdy kierowca zastyga na moment jak ważka.



wtem

nagle

na dwa dni wyjeżdżam w Tatry. Nie, nie sama, w towarzystwie El Nino, żeby, jak mówi mój towarzysz "odpociąć". Pada deszcz, droga się trochę dłuży, EN pyta co 5 minut "czy to już Tatry?", "czy już?", "Już?" Lądujemy na miejscu w pochmurny dzień, lekko zmęczeni, nieco senni...Aby nazajutrz wjechać na Kasprowy, wprost w niezwykłą mieszankę światła, śniegu i błękitu nieba. Jak wprost w ramiona Pana Boga.

Wracając zatem do spraw wstydliwych..nie da się udać tak całkiem dobrze, że Go nie ma.

Zabawny byłby człowiek, który stojąc przed samym Panem Bogiem i patrząc w Jego roześmiane oczy, powiedziałby Mu Prachettowskim "Przepraszam cię bardzo, ale nie jestem przyzwyczajony do transcendencji."

 

SONY DSC

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz