Michałkowice to dzielnica miasta na Ślasku, ani specjalnie ładnego ani pod jakimś względem szczególnego, Michałkowice ranem dymiły kominami na tle różowo żółtego styczniowego nieba. Plecak na ramieniu ciążył książkami na poniedziałek, w ręku każda z nas niosła śpiwór, bo spałyśmy u koleżanki koleżanki, nikt nie przejmował się makijażem bo nikt się po prostu nie malował. Nie pamiętam zmęczenia, a pewnie byłyśmy zmęczone, bo w nocy bawiłyśmy się na koncercie. Szczytny cel, coś nowego, inicjatywa, że hej. Trochę pomyliłyśmy tramwaje, (pamiętam, że wysiadłyśmy w jakimś "niewiadomogdzie" i spytały jakiejś pani jak dojechać do centrum miasta, a jakaś pani oburzona poinformowała nas, że jesteśmy zupełnie w innym) potem kolejne..autobusy i w rezultacie spóźniłyśmy się na biologię. :-)
Tak wyglądała pierwsza Wielka Orkiestra.
Bawiliśmy się świetnie, poznałam fantastycznych ludzi, z których niektórzy już nie żyją,a zostali na tym obrazku roześmiani, został w pamięci smak uczestniczenia w czymś ważnym. Takie mam wspomnienia, do dziś, gdzieś w szpargałach przechowuję pierwsze orkiestrowe serduszko -naklejkę. Przez sentyment. :-)
Orkiestra ufundowała potem sprzęt, którym przebadano obu moich chłopców.
Dziś spotkałam wolontariuszy z puszkami i pierwsza myśl była jakoś ..dziwna..bo to przecież..."takie..dzieci" :-D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz