W liceum znalazła się grupka dziewczyn tak jak ja noszących koszule w kratkę, obcisłe spodnie, długie buty i rzemyki. (Dzisiaj to jakieś staromodne, ale wtedy nastolatki najczęściej nosiły rzemyki i srebrne bransoletki. Nie przypominam sobie, żebym wtedy malowała choćby paznokcie..) Trudno było zdobyć koszulki z kolorowymi nadrukami zespołów, ale pamiętam, że Iwona miała bardzo zdolnego kuzyna, który na plecach katany (tak jest dżinsowej katany) DŁUGOPISEM wymalował jej bardzo udanego Eddiego z Iron Maiden!!!
Ta subkulturowa młodość wcale nie była taka straszna, jak pisano w podręcznikach patologii społecznej. Ktoś brał, czyjś chłopak rzucił sie z wierzowca, ale na ogół spotykaliśmy się w kilka osób, dużo śmiali i z perspektywy czasu nie wiem czy śmiać się z tych jakże mądrych przemyśleń czy żałować że nigdy potem nie spotkałam tak różnych charakterów. To jest taki czas w życiu człowieka, gdy jest tak bosko zakochany w świecie, że nawet gdy go nienawidzi to w jakiś pięknie szczery sposób. Był Tomek, na którego wołali zupełnie inaczej, który słuchał Doorsów i miał idealistyczne podejście do świata, świat nie był zły, tylko...zagubiony. Tomek trochę też, ale uwielbiałam te jego nastroje od melancholii do "kurwy" rzuconej podłemu światu dorosłych. Anka, z dłuuugimi rudymi włosami tak zamyślona, zakochana, delikatna, poraniona wreszcie, gdy w wieku 16 lat wyprowadziła sie do babci, żeby nie patrzeć jak ojciec wszystkich bije. Wojciech grał na gitarze. Zespól nosił szumną nazwę Bunkier7 i grał muzykę...oględnie mówiąc o swobodnie rozumienejj linii melodycznej. Towarzysko pojechaliśmy kiedyś na ich koncert...trzeba było myśleć o czymś innym, żeby nie zwariować. I bracia, którzy zakochali się w jednej dziewczynie i obaj wysiadywali RAZEM na wiadukcie nieopodal jej domu i Marcin, który podrywał babcie w autobucie słowami Liroya "mam do pani pewną sprawę..nie będę ściemniał..chodzi o zabawę" (a babcia na to "ależ z pana figlarz!") i wielu wielu innych. Młodzież szwędała się, przesiadywała w Chacie u brata :) (ot lokalny koloryt) gdzie można było spróbować trawki niechcąco, bo takie było stężenie słodkiego dymu w środku, ze wchłaniało się to chyba i przez skórę, jeździła na koncerty (obowiązkowa Rawa Blues, Metalmania a i coś większego od wielkiego dzwona) i kiedyś całkiem niechcąco..broniła pomnika.
Bo trzeba Wam wiedzieć, że w centrum Dąbrowy Górniczej stał pomnik poświęcony Bohaterom Czerwonych Sztandarów, który na mocy zmieniającego się klimatu zdecydowano się wyburzyć.I wtedy ta subkulturowa jakże młodzież sama z siebie wymyśliła, że nie można im zabierać czegoś, co było w ich dzieciństwie i ...sama pokolorowała pomniczek poświęcając go Jimmiemu Hendrixowi. Pomalowali i..pilnowali, w samym centrum miasta, na odkrytej przestrzeni dzień i noc pilnowano pomnika. Ludzie przynosili sobie śpiwory, spedzali tam mnustwo czasu, zeby uniemożliwić wysadzenie pomnika. Pamiętam że dla mnie to było wtedy godne podziwu i patrzyłam na to trochę jak na wyczyn, wojnę o jakiś wyższy cel ...byłam w pierwszej klasie liceum :)
Pomnik ocalał, stoi do dziś...Cobain zamieszkał na parterze. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz