czwartek, 12 czerwca 2008

Futbol...że co?

PG wylądowała na marginesie marginesu życia rodzinnego wszystko z powodu gromady facetów ubranych w podkolanka biegających po trawie w tę i bez celu...

Jakoś nie wklei flagi na naszej klasie, nie pomaluje twarzy na biało-czerwono, nawet nie zdemoluje przystanku i nie pobije kibica innej drużyny (najpierw musiałaby wygenerować nazwę klubu, któremu sama kibicuje), ogólnie PG zna piłkę na poziomie zerowym a jednocześnie wysokim na tyle,zeby wiedzieć,że nasi przegrają.

Zawsze przegrywają...

Taka tradycja już chyba 

 bardzo smutny 

Był nawet kiedyś pomysł,żeby zabrać PG na mecz...na stadion prawdziwy, Lady Jo miała taki plan sprytny.Obeznana z życiem stadionowym -mąż LJ regularnie bywa w takich miejscach (niestety nie rzuca koktajlami mołotowa i nie podpala dóbr pUblicznych...popraw się Mirku!)kupiła bilety, zapewniła PG,po stokroć ,że mąż jej był 1000000 (słownie milion) razy i żadnych zadym nie było...Ale Junior się pochorował i w rezultacie LJ poszła sama ..z mężem znaczy się. Podobno niedługo po rozpoczęciu padły pierwsze petardy, a potem już było tylko fajnie i kije były..i policja z psami...

No mniejsza, żeby nie być tak całkiem na bakier z socjalizacją, PG postanowiła zamieścić coś, co sie jej niemożebnie podoba w piłce polskiej ostatnimi laty...

TU

...ale z tymi orłami to przesadził...

 

P O L S K A  B I A Ł O  C Z E R W O N I!!!!!

 

2 komentarze:

  1. wszystko prawda, więcej nie pójdę. mój mąż też już nie chodzi skoro wszystko ustawione:( szkoda kasy na bilety. a prawdziwy z niego był fan:) pozdrawiam Lady Jo

    OdpowiedzUsuń
  2. Za tydzień...pogramy hehehehe

    OdpowiedzUsuń