Będzie drastycznie.
W świetle poniższego posta wręcz nieodpowiednio, ale są historie, ktorymi trzeba się podzielić.
Pewien Znajomy PG ma psa, pies jest duży i często wybiera się ze Znajomym na działkę, w celu wybrykania się. Jak wiadomo brykanie jest psu do życia niezbędnie potrzebne. Rzeczony pies ma jednak pecha, gdyż nieopodal, na sasiedniej posesji funkcjonuje pies z cyklu "więcej hałasu niż futra"-szczekacz, nigdy nie przywiazywane specyfikum przybywalo nieraz hałasować na działkę znajomego PG, w związku z czym stosunki dobrosąsiedzkie ulegly znacznemu pogorszeniu...Do zera ..ogólnie rzecz biorąc.
To tyle tytułem wstępu.
Rzecz dzieje się pewnego czerwcowego popołudnia, kiedy ZPG przywozi na działkę kilku kolegów w celu spożycia...przystawek do grilla. Zawodowo towarzystwo było zróżnicowane, był i chirurg i mundurowi, łaczył ich cel.(Jak to faceci se se se).Rozmowa toczyła się wartko, gril skwierczał radośnie, wśród poruszanej problematyki damskiego biustu,rozgrywek piłkarskich i kwestii motoryzacyjnych, pojawił się i problem psich wojen.
-Ciągle spieram się z sąsiadem z powodu psa, ale ostatnio coś cicho, może go wywiózł-zagaił ZPG, ale rozmowa miała wartki przebieg, w ktorym nierzadko gubił się ciąg logiczny, toteż porzucono psią tematykę... i oto nagle przed przymglonymi oczyma grillujacych pojawia się pies...pies ZPG
z sąsiedzkim szczekaczem w zębach.
Towarzystwo zamarło, butelki stanęły w pół drogi do ust, pot pojawił się na skroniach ZPG, mięso na grillu zaskwierczało złowróżbnie...koledzy zamarli.
-Co teraz będzie?-wyszeptał ZPG
Męska solidarność jednak wzięła górę, męska solidarność lub promile wymyśliły szatański plan.
-Opanujemy sytuację-powiedział Rafał zwany Półgłowkiem (tzn PG go tak zwie)- dawaj tu tego psa.
Zwłoki zostały odebrane, kolega chirurg zszył je precyzyjnie, reszta znieczulając się alkoholem wymyła i wysuszyła denata.
Po wszystkim postanowiono odpicowanego doga podrzucić do budy...jak gdyby nigdy nic.
Logika nie była tego dnia najlepszą przyjaciółką grillujących, ale po całej dość zawiłej sytuacji wrócili do dawnego zajęcia i niczym bosowie mafii postanowili okryć tajemnicą milczenia zdarzenie.Wrócili do rozrywek.
Jednak kilka godzin później radosny ferwor przerwał widok bladej twarzy sąsiada, który stanął w progu posesji ZPG
-Dajcie mi się napić-wykrztusił
Towarzystwo poklepało po plecach, podało stosowny poczęstunek
-Nie wiem co się dzieje...
Panowie spojrzeli po sobie, a widzieli już niewiele, ale mimo ciszy, ktora można by ciąć nożem, mimo powietrza, którym można było podnieść ilość promili we krwi nikt nie zdradził czarnych kart historii tego grilla.
Sąsiad po chwili dlugiej doszedł nieco do siebie i dokończył:
-Nie wiem, co się dzieje, Pikuś zdechł przedwczoraj, zakopałem go w ogródku, dzisiaj wracam,a on leży w budzie..martwy.
Sorry, Szymon-musiałam
:-):-)oj oj oj...nie mogę:-)...nie do K* wiary:-)
OdpowiedzUsuń