środa, 8 grudnia 2010

Na polu, w kapuście...

PG zadzwoniła wyprzedzając premierę filmu w 3D, tak, żeby reżyser obsługujący ultrasonograf mógł się na to doniosłe wydarzenie przygotować. Po błyskotliwym dzień dobry i równie sympatycznej wymianie zdań z Panią Anonsującą przeszły do ustalenia dnia nagrań. Czy ten czy ów tydzień będzie lepszym wyjściem etc. Pani Anonsująca w swoich działaniach próbowała jednakowoż namówić PG na co najmniej zdjęcia próbne tymi sugerując, że najlepiej byłoby przyjść wcześniej i wcześniej na kilka wizyt, które to zacieśnią więzy jej z reżyserem, co być może poza względami integracyjnymi miało duży związek ze wzrostem budżetu filmu. Jednakowoż PG jest wierną swemu lekarzowi i dalszych znajomości w kręgach lekarskich czynić nie zamierza w pewnym momencie wyszła sama z siebie i stanąwszy obok nie przestała. A wszystko to zostało sprowokowane jednym zdaniem Pani Anonsującej:

-Koniec czwartego, początek piątego, ahaaaaa, a MA PANI LEKARZA PROWADZĄCEGO?
-Nie- odrzekła PG-nie mam, wie pani słyszałam,ze taka moda, ale ja jestem w kolejnym miesiącu ciąży i wymyśliłam sobie,że niepotrzebny mi lekarz i urodzę jak niegdyś nasze babki na polu i bez niczyjej pomocy i w chuścinie do domu przyniosę. Chuścinę już mam!

Po drugiej stronie zapanowała cisza, a po dłuższej chwili Pani Anonsująca zapytała nieśmiało:
-Żartuje pani, prawda?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz