PG przestała się przejmować ogólnym zadowoleniem gości na jutrzejszej Wigilii, brzmi fatalnie, prawda? Acz po setnym telefonie od Gadułowego Taty przestała również odbierać telefony, poprasowała, poczyściła, popiekła, pokleiła, ugotowała, kolejny raz odkurzyła, pozbierała rzeczy z suszarek, powiesiła nowe etc etc, brakło jej miejsca na dysku na przejmowanie się tym, co kto o niej pomyśli, gdy nie odbierze telefonu.
A potem PG spakowała rodzinę i pojechali na basen.
Pusty.
Nie było nikogo, jeśli nie liczyć państwa G i ratownika.
I powiadam Wam, podczas odmaczania członków w ciepłej wodzie basenu dumnie zwanego rekreacyjnym, podczas trzymania El Nino pod paszkami usłyszała najmilszą wypowiedź w całym tym przedświątecznym ferworze.
-Pyniemy, pyniemy, pyniemy...-popędzał ją El Nino płynąc przy pomocy rąk PG w kierunku PM.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz