niedziela, 15 lipca 2007

a o niczym właściwie

PG wybrala się  na rower sobotnim popołudniem...ponad 20 km, łąki, pola, doliny...

I TO NIE BYŁ DOBRY POMYSŁ, bo dziś czuje gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę...

PG z Małgosią wybrały się do Centrum Tortur Wszelakich (czyt.Centrum Sportu ) niedzielnym porankiem, gdzie PG nie mogła nie wygłosić kwestii o niemęskim zawodzie jakim jest trener fitness, tuż po tym, jak takiż okaz się pojawił za jej plecami i tuż przed tym, jak z niepokojem oczekiwała pierwszych obajawów udaru na skutek podwyższenia ciśnienia do wyniku czterocyfrowego, potem  biegały jeszcze godzinkę

I TO TEŻ NIE BYŁO NAJLEPSZE POSUNIĘCIE, gdyż PG poznała skutki uboczne w postaci zgonu na kanapie, gdzie poległa na cztery godziny ku zdziwieniu rodziny

PG pozostała sama z Juniorem wieczorową porą i poczytała literaturę Juniorowi, wymoczyla się  w wannie, wygadała 2 godziny przez telefon, ułatwiła kotu ucieczkę w celu miłości platonicznej otwierajac szeroko balkonowe drzwi, włączyła muzykę i pomyślała "Niechże świat się pocałuje..."

I TO BYŁO FANTASTYCZNE POSUNIĘCIE

 

P.S. I teraz wlaśnie, gdy PG pisze tego posta, podjada absolutnie zakazane i nieprzyzwoicie kaloryczne orzechy i zdaje się jej, że słyszy za oknem "CMOOOOOOOOOOOOOOOOK"

Bużka :)

 

2 komentarze:

  1. ~violka polka16 lipca 2007 01:04

    no pieknie pięknie :) jeszcze jakiś pucharek lodów i nic do szczęścia nie potrzeba :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pucharek był nazajutrz . :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń