środa, 1 sierpnia 2007

Żaglowcem po lodzie-bez sensu

PG: B namawia mnie na wyjazd do Szczecina na jakiś zlot żaglowców, czy cóś-zamyśliła się przy porannej kanapce ...

PM: To jedź.

PG: No ale jak tak pojadę, co ja tam będę robić?

PM: No żaglowce oglądać, napewno fajnie będzie.

PG: Ale daleko to jest i jak się okaże, że kicha???

PM: To nie jedź.

PG: Tak, Ty to tylko byś mi kazał gotować i rozkazywał w domu siedzieć!

 

 

PE: Wybierzemy się do Karlskrony?

PG: Ja to raczej nie ...boję się bujania...

PE: No co Ty? Będziemy w towarzystwie.

PG: A co ma towarzystwo do pawia?

PE: Zawsze raźniej...

PG:To umówmy się ,że towarzystwo statkiem, a ja brzegiem szybciuchno i spotkamy się na miejscu...

PE: Ja uznam to za żart,a nie rażący brak znajomości geografii...

PG: Ale ponoć już drzewiej morzu zdarzalo się zamarzać...

PE: No...w środku sierpnia zwłaszcza...

 

 

...Po ponownym przeczytaniu przyznaję: marudna jestem....

 

 

2 komentarze:

  1. JESTEM!!! ŻYJĘ!!! :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. o dzięki Ci Boszszszszsz za żywą Muchę!!!!!!!!!!!!!!Cieszę się strasznie, Padre :)

    OdpowiedzUsuń