PG siedzi przy komputerze i próbuje (tak: "próbuje" to jest właściewe słowo....) tworzyć dzieła wiekopomne dydaktycznie potrzebne, za jej plecami trwa mecz. W jednym narożniku napastnik-Juniorek w koszulce w paski, rozgrywa z zegarmistrzowską precyzją puszczając piłkę między nogami, w drugim końcu boiska, sterowana słownie przez napastnika Babcia w roli obrońcy (wyimaginowanej bramki i regałów z ksiązkami) wciela się w rolę Dudka i Beckhama jednocześnie. Spódniczka za kolano nieco krempuje jej ruchy, kapućki ograniczają przyczepność, ale widać w kazdym kopniaku wirtuozerię i talent, którego nie powstydziłyby się boiska świata.Słychać radosne okrzyki, tłum wiwatuje, kot zaszył się w drugim pokoju, rybki plumkają "Pooooooooooooolska, Biało-Czerwoni!"
I oto piłka tnie powietrze, leci, Proszę Państwa, leci, leci i gooooooooooooooooooooooooooool!Drukarka dostaje strzał między papier a podajnik.
Publiczność zastyga, zawodnicy stanęłi w pół kroku, powietrze drży...Pani Gaduła odwraca się na fotelu i.....dostrzega za sobą Juniorka. Zanim zdąrzy otworzyć usta słyszy:
W CIM PLOBLEM?
No właśnie... W cim??? :)))
OdpowiedzUsuńW cimzie? W źdemolowanym domećku? :)
OdpowiedzUsuńW tym, ze sie nie włazi z biulkiem na boisko mama! ;-)
OdpowiedzUsuńPani Gaduła wita Pana Scorpiona :) oponuje jednak wobec teorii wchodzenia na boisko z biulkiem, cóż zrobić, gdy nam boisko do domu samo przypełza?????
OdpowiedzUsuń