Jeszcze tylko jeden maraton weekendowy, jeszcze tylko 2 wykłady i jakieś dziewięć grup ćwiczeniowych, jeszcze tylko pozamykać jakieś sprawy, jeszcze tylko trzymać kciuki, żeby nic nie wypadło, jeszcze zrobić niezbędne zakupy, jeszcze domknąć walizkę kolanem i już.
Można mieć w nosie mądre porady psychologów, którzy w gazetach kobiecych piszą o "szkodliwości osobnych wyjazdów małżonków" i którzy na 100% nie mają małżonka, który pracuje w systemie zmianowym.
Można urządzić sobie wyjazd damsko męski, w którym pierwiastkiem damskim będzie KoleżAnka, a męskim Juniorek, można położyć się na plaży i mieć w głębokiej niepamięci głupie gadanie i odpocząć.
Zwyczajnie, zanim dopadnie depresja.
P.S. Jak nietrudno się domyślić PG zamilknie za czas jakiś na czas...jakiś...ściśle nieokreślony. Inaczej się zresetuje.
Ale na takiej prawdziwej plaży?
OdpowiedzUsuńOjojoj ale zazdroszczę! Udanego wyjazdu!
OdpowiedzUsuńOj ale zazdroszcze!! Kocham morze, jesli dobrze zrozumialam tekst. I zycze udanego zasluzonego :)
OdpowiedzUsuńoch, niech Pani Gaduła odpocznie! Dobrze jej to zrobi z całą pewnością... MŻ wyjeżdża, ale dopiero w piątek. Za to wraca w środę :) Jedzie odwiedzić swoje starsze rodzeństwo, które to rozwiało gdzieś po francji, niemczech... W celach naukowych. Więc szykuje się świetny wyjazd :)
OdpowiedzUsuń