wtorek, 24 kwietnia 2007

Tytułem pożegnania...chyba.

Jeszcze tylko jeden maraton weekendowy, jeszcze tylko 2 wykłady i jakieś dziewięć grup ćwiczeniowych, jeszcze tylko pozamykać jakieś sprawy, jeszcze tylko trzymać kciuki, żeby nic nie wypadło, jeszcze zrobić niezbędne zakupy, jeszcze domknąć walizkę kolanem i już.

Można mieć w nosie mądre porady psychologów, którzy w gazetach kobiecych piszą o "szkodliwości osobnych wyjazdów małżonków" i którzy na 100% nie mają małżonka, który pracuje w systemie zmianowym.

Można urządzić sobie wyjazd damsko męski, w którym pierwiastkiem damskim będzie KoleżAnka, a męskim Juniorek, można położyć się na plaży i mieć w głębokiej niepamięci głupie gadanie i odpocząć.

Zwyczajnie, zanim dopadnie depresja.

 

P.S. Jak nietrudno się domyślić PG zamilknie za czas jakiś na czas...jakiś...ściśle nieokreślony. Inaczej się zresetuje.

4 komentarze:

  1. Ale na takiej prawdziwej plaży?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojojoj ale zazdroszczę! Udanego wyjazdu!

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj ale zazdroszcze!! Kocham morze, jesli dobrze zrozumialam tekst. I zycze udanego zasluzonego :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ~młoda-żonka1 maja 2007 13:05

    och, niech Pani Gaduła odpocznie! Dobrze jej to zrobi z całą pewnością... MŻ wyjeżdża, ale dopiero w piątek. Za to wraca w środę :) Jedzie odwiedzić swoje starsze rodzeństwo, które to rozwiało gdzieś po francji, niemczech... W celach naukowych. Więc szykuje się świetny wyjazd :)

    OdpowiedzUsuń