Podczas wizyty w Obi PG postanowiła zakupić conieco roślinności do domu, Junior trzymający wartę przy koszyku wybrał sobie...
kaktusa.
Kaktus przypadł Juniorowi do gustu zwłaszcza z powodu niewielkiego wzrostu i gustownej osłonki, choć w tej znajomości cechy charakteru i nietuzinkowa osobowość miały swoją rolę.
-Dobrze-powiedziała PG -możemy kupić kwiatuszka, ale pod warunkiem,że będzie Twój, to znaczy będziesz się nim troskliwie zajmował.
Junior nie lubi półśrodków i ćwierćinterpretacji.
Kiedy zamonotwano się z egzotarium w pojeździe PG usłyszała z tylnego siedzenia:
-Teraz pojedziemy do domku.
Rzut okiem wystarczył, żeby zobaczyć jak Junior całuje zaniepokojonego kaktusa w listki:
-No juź , juź, nie bój się.
-No juź dobrze, juź dobrze, to tylko zakręt był-przemawiał Junior-jak pojedziemy do domku to dam Ci pić i wykąpiemy się i zobaczymy bajeczkę.
PG zaniepokoiła sie nieco wizją kąpeli, w jakiej pławiłby się kaktus toteż postanowiła odwrócić uwagę Juniora od kwestii nawadniania sucholubnych.
-A może dasz jakieś imię swojemu kaktusowi?-zagaiła zdając sobie sprawę z dziwacznosci propozycji, która w jakichkolwiek innych okolicznościach zabrzmiałaby niedorzecznie a teraz wydała sie jakaś...na miejscu.
-O!To jest dobry pomysł-ucieszył się Juniorek , trzymajac w małych paluszkach doniczkę ze swoim nowym podopiecznym.
Kwestia wyboru imienia nie była łatwą, wszelkie Heńki, Tadki i Wieśki odpadły w przedbiegach, wydały się ..trywialne jakieś, mało wysublimowane.
Echm echm...
Najwyższa pora przedstawić Państwu (zapis bedzie cyfrowy i fonetyczny)
Proszszsz Państwa:
Kaktus Żorż
hahahahahhahahahahahhahaha, Twój blog i poczynania Młodego w nim opisane doprowadzają mnie do szalonego uśmiechu na twarzy:) dzięki.
OdpowiedzUsuń