-A mozie...mozie.... ugotujemy budiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiń?-proponuje Juniorek na spacerku
PG przychylna prośbie syna obiecuje popis kulinarny.
30 min później, miejsce akcji :kuchnia.
PG: A więc bierzemy mleczkooooooooo....PG otwiera karton przed oczkami Juniora- i otwieramyyyyyyyyy...
J: :) Juźźźźźźźźźźźźźźź? PG: I wlewamy do garnuszkaaaaaaaa...
J:Juź ? Jest juź?
PG:Otwieramy budyń....-PG prezentuje fachowe otwarcie torebki budyniu-powąchaj jak pachnie-zachęca rodzicielka- pięknie pachnie...i wsypujemy do kubeczka.
J:Juź?Moźna już jeść? moźna?
itd itp
Mimo poganiania szefa kuchni przygotowanie budyniu zakończone zostało pomyślnie, niestety po 10 minutach został on pożarty przez nieznanych sprawców, którzy działali z pełną premedytacją i w dużym pośpiechu. Resztki budyniowej masy znaleziono między innymi na: podłodze, komodzie, szafce kuchennej i krzesełku.Kiedy PG stanęła w drzwiach kuchni Sprawca spojrzał na nią a z pomazanej budyniem buzi wyrwało się pełne zadowolenia
JUŹ....
Pani Gaduła znów polecana na przez onet, gratulacje serdeczne. To co? Lecę zrobić budyń...
OdpowiedzUsuńa mój Kubuś nie przepada za budyniem - za to czekoladkę pochłania z prędkością światła :)pozdrawiam
OdpowiedzUsuńJak wyszło? Nikt nie podkradł?Pozdrawiam śnieżnie :)
OdpowiedzUsuńIstnieje bowiem ogromna różnica między budyniem a budiniem :)
OdpowiedzUsuń