niedziela, 28 stycznia 2007

Budiń

-A mozie...mozie.... ugotujemy budiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiń?-proponuje Juniorek na spacerku

PG przychylna prośbie syna obiecuje popis kulinarny.

30 min później, miejsce akcji :kuchnia.

PG: A więc bierzemy mleczkooooooooo....PG otwiera karton przed oczkami Juniora- i otwieramyyyyyyyyy...

J: :) Juźźźźźźźźźźźźźźź? PG: I wlewamy do garnuszkaaaaaaaa...

J:Juź ? Jest juź?

PG:Otwieramy budyń....-PG prezentuje fachowe otwarcie torebki budyniu-powąchaj jak pachnie-zachęca rodzicielka- pięknie pachnie...i wsypujemy do kubeczka.

 J:Juź?Moźna już jeść? moźna?

itd itp

Mimo poganiania szefa kuchni przygotowanie budyniu zakończone zostało pomyślnie, niestety po 10 minutach został on pożarty przez nieznanych sprawców, którzy działali z pełną premedytacją i w dużym pośpiechu. Resztki budyniowej masy znaleziono między innymi na: podłodze, komodzie, szafce kuchennej i krzesełku.Kiedy PG stanęła w drzwiach kuchni Sprawca spojrzał na nią a z pomazanej budyniem buzi wyrwało się pełne zadowolenia

JUŹ....

4 komentarze:

  1. ~Er Arien Linde29 stycznia 2007 07:11

    Pani Gaduła znów polecana na przez onet, gratulacje serdeczne. To co? Lecę zrobić budyń...

    OdpowiedzUsuń
  2. ~s44.blog.onet.pl29 stycznia 2007 07:26

    a mój Kubuś nie przepada za budyniem - za to czekoladkę pochłania z prędkością światła :)pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak wyszło? Nikt nie podkradł?Pozdrawiam śnieżnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Istnieje bowiem ogromna różnica między budyniem a budiniem :)

    OdpowiedzUsuń