Podobno ludzie uczą się na błędach, podobno zwykle tak jest, ale , żeby było niezwykle, Państwo G pojawili się na wybranym miejscu o godzinie zero, 24 godziny przed czasem.
Standardowo:prezentacja broni, musztra w szarawarach i standardowo trzeba było przywdziać na twarz maskę. (co niejednemu poprawiło ogólnie wygląd).
Lord Samo Zło, jak na niego przystało, rozpoczął demonstracyjną radością z powodutego, że stanął na przeciw PG:
-No, Młoda, tym razem się nie upiecze!HrrrrWrrrr...
-HrrrWrrr- odpowiedziała PG mnożąc w żyłach cząsteczki krwi zawierające genotyp walecznych przodków, którzy dostali w de pod Chocimiem.
Be poklepała PG po plecach-Spoko, spoko- zaśmiała się nerwowo.
-Ehe-powiedziała nie mniej nerwowo PG przypominając sobie ubiegłoroczne manewry (w tym samopostrzelenie się przez Be).
Rozpierzchli się w sobie tylko znanych kierunkach z taktyką godną strategicznego geniusza, a jak wiadomo,geniusz często graniczy z szaleństwem i na ogół jest niezrozumiały.
Za najbliższą ścianą PG wpadła na Bartka, który był w przeciwnej drużynie.
Przez chwilę zapadła konsternacja wynikająca z pewnego foux pass. PG spojrzała na Bartka, Bartek spojrzał PG głęboko w oczy koloru khaki.
-Nie no nie będziemy do siebie strzelać z takiej odległości, nie?
-No jasne-przytaknęła PG-jeszcze byśmy sobie krzywdę zrobili tymi...no...karabinami.
Konsternacja mimo wyjaśnień, nabrała na sile.
Zdradziecki pakt o nieagresji przypieczętowano niepisaną umową o tym,że w razie-co będzie się strzelać do pierwszej osoby, ktora wejdzie na linię strzału. Zaś druga strona niniejszego faktu nie zauważy.
Coś zaszeleściło w krzakach
i wynurzył się zeń ...PM.
Bartek podniósł karabinek.
-Zgłupiałeś?!-wysyczała PG-do PM????
-No tak, nie?-spytał lekko zdezorientowany Bartek.
-To mój mąż jest!
Wobec powyższego argumentu Bartek zgłupiał do reszty, ale ta chwila szaleństwa pozwoliła PM ulotnić się w bliżej nieokreślonym kierunku.
I wtedy z krzaków podstępnie wyszła Agnieszka, która szykowala zamach na PM. PG nie w głowie było zostać wdową toteż zareagowała błyskawicznie strzelając wprost w łopatkę A.
-Ej!-zakrzyknęła tamta i zanim dokończyła górne J(ot) oddała strzał w stronę PG, który bohatersko przyjął na klatę Bartek. Stał lekko oszołomiony krwawiąc na zielono, gdy PG strzeliła raz jeszcze i A. padła rażona, gaworząc coś o tym, że kula minęła główną aortę.
Poległa jednak na polu chwały obok Be, zdjęły maski i zaczęły się bezczelnie wylegiwać na bitewnym polu w słońcu.
(Istnieje hipoteza, że Be sfingowała własny zgon, aby poleżeć na słońcu na konto Chorwacji za dwa tygodnie.)
PG nie tracąc nic z czujności wilka,przebiegłości lisa i dzikości tygrysa, postanowiła swoim zwyczajem spędzić resztę wojny w jakimś bezpiecznym miejscu. W tym celu schowała się wśród pobliskich krzaków czarnego bzu i czekała aż zły czas minie.
Czas mijał coś wolno, a PG utkana w zielone liście napatrzyła się na okropności wojny:
widziała zastrzeloną ofiarę tłumaczącą katowi,że "się nie liczy, bo się broń zacięła, a jak się zatnie to się nie liczy", widziała wędrówki zombie i słyszała ich rozmowy o wieczornym spożyciu...A kiedy czas miał się ku końcowi a dzień chylił się ku zachodowi PG wypełzła spośród bzów, a gdy podniosła wzrok , na przeciw niej, w promieniach pomarańczowej poświaty stał LSZ z wymierzoną w nią giwerą.
Wzrok miał dziki, zmącony szaleństwem,włosy w nieładzie, zmęczone ciało trzęsło się przy każdym podmuchu, charczał złowróżbnie, a ciszę zakłóconą jego charczeniem przecięło tylko ciężkie:
-NO!
-A strzelaj sobie-rzuciła PG- i tak idziemy zaraz.
Monstrum zdumiało się lekko.
-No weź...-zaczęło.
-Mówię Ci, strzelaj i dajmy już sobie siana z tym survivalem, do domu chcę , zdrentwiałam tu.
-No kur...cze, weź podnieś broń...czy coś..
-Nie.
-To uciekaj...albo coś...-zirytowal się lekko LSZ.
-Będę tam bez sensu biegać, chodź!-powiedziała PG najspokojniejszym z głosów.
LSZ stał jak wmurowany, toteż PG ruszyła z miejsca w celu udania się do samochodu zwanego traktorem. Kiedy uszła jakieś 15 metrów powietrze przeszył (by) świst a pośladek PG przeszył ból.
Bez słowa podniosła się z klęczek.
LSZ podszedł po chwili z uśmiechem typu "bardzonienamiejscu".
-Sama chciałaś-podsumował.
-Jeny, jeny , jakie to bohaterskie, postrzelić kobietę w pośladek, jeny, historia wystawi ci pomniki!
LSZ uśmiechnął się sarkastycznie.
-Sama chciałaś!-powtorzył i ruszył dumnie do przodu.
Instynkt walki zabuzował PG w żyłach-podniosla broń, oddała strzał (uwaga: trzeci celny w tym samym dniu).
LSZ jęknął głośno i uderzył o ziemię (w dowolnej kolejności).
PG pochyliła się nad ciałemi:
-Od postrzału w tyłek się nie umiera!!!-powiedziała cierpko i zebrała zwłoki LSZ rozciągnięte po trawie.
Na wszelki wypadek nie odwróciła się już plecami do nikogo tego wieczoru.
A gdzie ciąg dalszy??????????????
OdpowiedzUsuńZwłoki przemówiły!
OdpowiedzUsuń