piątek, 10 lipca 2009

"Moje Waterloo"

Podobno ludzie uczą się na błędach, podobno zwykle tak jest, ale , żeby było niezwykle, Państwo G pojawili się na wybranym miejscu o godzinie zero, 24 godziny przed czasem.

Standardowo:prezentacja broni, musztra w szarawarach i standardowo trzeba było przywdziać na twarz maskę. (co niejednemu poprawiło ogólnie wygląd).

Lord Samo Zło, jak na niego przystało, rozpoczął demonstracyjną radością z powodutego, że stanął na przeciw PG:

-No, Młoda, tym razem się nie upiecze!HrrrrWrrrr...

-HrrrWrrr- odpowiedziała PG mnożąc w żyłach cząsteczki krwi zawierające genotyp walecznych przodków, którzy dostali w de pod Chocimiem.

Be poklepała PG po plecach-Spoko, spoko- zaśmiała się nerwowo.

-Ehe-powiedziała nie mniej nerwowo PG przypominając sobie ubiegłoroczne manewry (w tym samopostrzelenie się przez Be).

Rozpierzchli się w sobie tylko znanych kierunkach z taktyką godną strategicznego geniusza, a jak wiadomo,geniusz często graniczy z szaleństwem i na ogół jest niezrozumiały.

Za najbliższą ścianą PG wpadła na Bartka, który był w przeciwnej drużynie.

Przez chwilę zapadła konsternacja wynikająca z pewnego foux pass. PG spojrzała na Bartka, Bartek spojrzał PG głęboko w oczy koloru khaki.

-Nie no nie będziemy do siebie strzelać z takiej odległości, nie?

-No jasne-przytaknęła PG-jeszcze byśmy sobie krzywdę zrobili tymi...no...karabinami.

Konsternacja mimo wyjaśnień, nabrała na sile.

Zdradziecki pakt o nieagresji przypieczętowano niepisaną umową o tym,że w razie-co będzie się strzelać do pierwszej osoby, ktora wejdzie na linię strzału. Zaś druga strona niniejszego faktu nie zauważy.

Coś zaszeleściło w krzakach

i wynurzył się zeń ...PM.

Bartek podniósł karabinek.

-Zgłupiałeś?!-wysyczała PG-do PM????

-No tak, nie?-spytał lekko zdezorientowany Bartek.

-To mój mąż jest!

Wobec powyższego argumentu Bartek zgłupiał do reszty, ale ta chwila szaleństwa pozwoliła PM ulotnić się w bliżej nieokreślonym kierunku.

I wtedy z krzaków podstępnie wyszła Agnieszka, która szykowala zamach na PM. PG nie w głowie było zostać wdową toteż zareagowała błyskawicznie strzelając wprost w łopatkę A.

-Ej!-zakrzyknęła tamta i zanim dokończyła górne J(ot) oddała strzał w stronę PG, który bohatersko przyjął na klatę Bartek. Stał lekko oszołomiony krwawiąc na zielono, gdy PG strzeliła raz jeszcze i A. padła rażona, gaworząc coś o tym, że kula minęła główną aortę.

Poległa jednak na polu chwały obok Be, zdjęły maski i zaczęły się bezczelnie wylegiwać na bitewnym polu w słońcu.

(Istnieje hipoteza, że Be sfingowała własny zgon, aby poleżeć na słońcu na konto Chorwacji za dwa tygodnie.)

PG nie tracąc nic z czujności wilka,przebiegłości lisa i dzikości tygrysa, postanowiła swoim zwyczajem spędzić resztę wojny w jakimś bezpiecznym miejscu. W tym celu schowała się wśród pobliskich krzaków czarnego bzu i czekała aż zły czas minie.

Czas mijał coś wolno, a PG utkana w zielone liście napatrzyła się na okropności wojny:

widziała zastrzeloną ofiarę tłumaczącą katowi,że "się nie liczy, bo się broń zacięła, a jak się zatnie to się nie liczy", widziała wędrówki zombie i  słyszała ich rozmowy o wieczornym spożyciu...A kiedy czas miał się ku końcowi a dzień chylił się ku zachodowi PG wypełzła spośród bzów, a gdy podniosła wzrok , na przeciw niej, w promieniach pomarańczowej poświaty stał LSZ z wymierzoną w nią giwerą.

Wzrok miał dziki, zmącony szaleństwem,włosy w nieładzie, zmęczone ciało trzęsło się przy każdym podmuchu, charczał złowróżbnie, a ciszę zakłóconą jego charczeniem przecięło tylko ciężkie:

-NO!

-A strzelaj sobie-rzuciła PG- i tak idziemy zaraz.

Monstrum zdumiało się lekko.

-No weź...-zaczęło.

-Mówię Ci, strzelaj i dajmy już sobie siana z tym survivalem, do domu chcę , zdrentwiałam tu.

-No kur...cze, weź podnieś broń...czy coś..

-Nie.

-To uciekaj...albo coś...-zirytowal się lekko LSZ.

-Będę tam bez sensu biegać, chodź!-powiedziała PG najspokojniejszym z głosów.

LSZ stał jak wmurowany, toteż PG ruszyła z miejsca w celu udania się do samochodu zwanego traktorem. Kiedy uszła jakieś 15 metrów powietrze przeszył (by) świst a pośladek PG przeszył ból.

Bez słowa podniosła się z klęczek.

LSZ podszedł po chwili z uśmiechem typu "bardzonienamiejscu".

-Sama chciałaś-podsumował.

-Jeny, jeny , jakie to bohaterskie, postrzelić kobietę w pośladek, jeny, historia wystawi ci pomniki!

LSZ uśmiechnął się sarkastycznie.

-Sama chciałaś!-powtorzył i ruszył dumnie do przodu.

Instynkt walki zabuzował PG w żyłach-podniosla broń, oddała strzał (uwaga: trzeci celny w tym samym dniu).

LSZ jęknął głośno i uderzył o ziemię (w dowolnej kolejności).

PG pochyliła się nad ciałemi:

-Od postrzału w tyłek się nie umiera!!!-powiedziała cierpko i zebrała zwłoki LSZ rozciągnięte po trawie.

Na wszelki wypadek nie odwróciła się już plecami do nikogo tego wieczoru.

 

2 komentarze: