Z pierwszymi promieniami słońca, które tego dnia nie myślało wzejść, PG wraz z poślubionym jej małżonkiem /wtedy jeszcze tak myślała/, Panem Prowodylem i gromadą mniej lub bardziej świadomych swego losu osób wylądowała w ściślej nieokreślonym miejscu.Powinna sobie wcześnije strzelić jakiegoś Tigera, setkę lub chociaż kawę,ale wcześniej o tym nie pomyślała,gdyż godzina 8 to dla PG czas "nie na myślenie".Ściśle nieokreślone miejsce kipiało mgłą, rosą i jakimiś bunkrami.Nieświadoma czeredka udała się w kierunku, gdzie przebrala się w kubraczki specjalistycznie specjalistyczne-które że niby to miały chronić...chyba przed zabrudzeniem.
PG jak wszyscy nałożyła maseczkę, kaganiec, jak zwał tak zwał, w skrócie coś...jak skrzyżowanie maski ściągającej i maski przeciwgazowej, z daszkiem.Efekt ostateczny spowodował rozedrganie w szeregach entyzjastów,z powodu niezwykłego podobieństwa, jakie odkryli w sobie do Lorda Vadera.
Pan, który "że niby się zna" objaśnił to i owo.
Nastąpiła uroczysta chwila wręczenia broni.
No i się zaczęło.
Na poczatek B. postrzeliła się sama...wydaje się to mało możliwe, ale jednak można postrzelić sie kulką do paintballa-biegnący ku niej Jej Mężczyzna dostał kulkę w plecy-do której nikt się potem nie przyznał. PG zważywszy co się dzieje wokół doszła do wniosku,ze najlepiej będzie przeczekać w krzakach.Siedziała tak sobie wśród srebrnej rosy, kiedy usłyszała za sobą oddech Samego Zła, tak jest-był to Prowodyl.
Prowodyla zdradziła powierzchowność Lorda V. /i nie koniecznie mówię tu o przebraniu/ .
Szczęśliwie Prowodyl był w drużynie PG więc przyczaili się w krzakach razem, nie wiedzieć czemu nie podzielał jednak pokojowego nastawienia swojej towarzyszki broni do świata:
"chrrrryyy-hyyyyy-no wychodź, przecież nie będziemy tu siedzieć"
"chryyyy-hyyyy ja bedę"-odcharczała PG
"chryyyyy-hyyyyy przecież mogłem chryyy hyyyy cię postrzelić w tyłek chryyy hyyy to niestrategiczneeee Qr....a!!!!!!!!"-nie dokończył, gdyż dostał w plecy od Panny G, która była tuż za nimi.
"UPIERNICZYŁEŚ MNIE KRWIĄ!"-krzyknęla PG zcierajac z siebie resztki zielonej mazi i profilaktycznie rzucając się przed siebie, gdyby Panna G reagowała szybciej niż zwykle. Okazało se to słusznym posunięciem, gdyż rzeczona Panna G na skutek dużej ilości adrenaliny nagromadzonej we krwi otworzyla zielony ogień w kierunku PG.
" Peace and love" brzmiało w głowie PG, gdy biegla w zadużym kombinezonie po mokrej ściółce-i wtedy przed nią wyrósł Zły M.. któremu chyba nagle przypomniao się,że był kiedyś studentem PG, i że pisał kolokwium.
PG dostala postrzał w ramię, ale bohatersko sięgnęła po broń i zrewanżowała się na sośnie.
W tym czasie K. wymierzyła sprawiedliwość Złemu M strzelajac do niego z przeciwnego kierunku. Strzał był celny i zamierzony, chociaż K byla w drużynie Złego M i nikt doprawdy nie wie dlaczego postanowiła uszczuplić jej szeregi, potem okazało się ,że K też tego nie wie ,tylko "obudzila się w niej chęć mordu, sorry".
PG schowała się sprytnie za kawałkiem betonowej ściany, niestety nie była tam sama- natknęła się tam,bowiem, na własnego męża, któremu w oczach błyszczało coś niedobrego.
"chryyy-hyyyy nie zrobisz tego, bo jestem Twoją żoną"-powiedziała PG
"Chryyy- hyyyyy, przykro mi kochanie, jest wojna" powiedział PM, ale PG już nie było- biegła charcząc i "plujac krwią" między drzewami, w międzyczasie dostała w ...miejsce gdzie plecy tracą swoja szlachetną nazwę,co doskonale przyspieszyło jej kroki. Pomknęła dalej, jeszcze szybciej i zderzyła się z D. ze swojej drużyny. Na marginesie: cholera, niezłą trzeba być sierotą,żeby podeptać własne siły wojskowe. Pozbierali się oboje i... rozbiegli się w dwóch odmiennych kierunkach.
Proszę Państwa w tym momencie opowieść się urywa...kończy mi się monitor-opowieść jest przydługa / możnaby ją drukować w odcinkach lub tomach nawet/ i nieco bolesna-jest historią umierania więzi międzyludzkich, zagłady idei humanizmu i naprawdę nie wiem, KOGO TO INTEGRUJE.
O opisanych wyżej uczestnikach powiedziec tyle, że "po" planowaliśmy wyjście do "Galeonu"-nie poszliśmy. Nikt nie miał siły,dwóch panów spierało się w drodze powrotnej o zadania strategiczne,jedna dziewczyna zaczęła pić,a jedna para prawie zakończyła znajomość.
PG leczy rozliczne siniaki na całym ciele.
Ale....spróbowalam, pod koniec nawet poczułam coś jak chęć mordu i... smak tego rodzaju adrenaliny jest mi nawet bliższy niż idee hipisowskie, które wyznawałam duchowo podczas morderczego biegu po mokrym lesie.
Też chcę iśc na wojnę..nie oszczędzę nikogo.. wykonczę wszystkich wrogów..a potem swoich..zdobedę gród i...zostane Królem Wikingów..eeeech :-)
OdpowiedzUsuń"Wykułem miecz, Swaroga stal, wyrżniętych wrogów wbiłem na pal!" ja też się piszę do Waszej drużyny. :-)
OdpowiedzUsuńNieee...za dobrze strzelacie, macie to,ze tak powiem-w pracy. :)
OdpowiedzUsuńFiu fiu fiu..ale pamietaj Ja jestem królem..:-)Zeby Ci nie przyszło do glowy być jak piąta kolumna ...bo szast prast ..i głowa spadnie panie S....:-)
OdpowiedzUsuńKrólem czy króliczkiem ;)
OdpowiedzUsuńChyba wskakujemy w inna bajkę...a swoja drogą takie puchate uszka króliczka i puchaty ogonek jak kuperek..hm..to rodzi tez ciekwawe myśli..:-)...może..może..Króliczek i Król Wiking...;-)
OdpowiedzUsuńTo może ja już nie bedę przeszkadzać i dyskretnie opuszczę własnego bloga hahahahah
OdpowiedzUsuńBośnia Irak Azerbejdzan no plac zabaw w porównaniu z tym co tutaj przeczytałem.....Pan Kleks
OdpowiedzUsuńNo ba ;)
OdpowiedzUsuńMż też chce! póki co - strzela, tylko czymś innym... I też jest kolorowo Ps. Trochę przejaskrawione - jeszcze nie strzela. Tylko rozważa taką możliwość :)
OdpowiedzUsuńTo będzie WIELKI STRZAŁ, MŻ ;)
OdpowiedzUsuńJa się wyłamuję... Ja i tak mam nad głową łapkę na muchy, tudzież do wyboru sezon polowań na zające... ;) Ja będę dopingować patrząc zboku.
OdpowiedzUsuńTo z Muchą PG pokojowo ukryje sie w krzakach :)
OdpowiedzUsuńMiejmy nadzieję, że przynajmniej celny, buhaha!
OdpowiedzUsuńhmm, a czerwonego kapturka toście na te walkę nie zabrali, a czerwone kapturki o tej porze roku są bardzo wojownicze. zemszczę się następnym razem, obiecuję to ja - czerwony kapturek (PL)
OdpowiedzUsuńWeźmiemy-obiecuję :) o ile Czerwony Kapturek zabierze butelczynę w koszyczku:)
OdpowiedzUsuńProsto w ramiona szwadronu na oddziale G ;)
OdpowiedzUsuń