Znów przypomniałam sobie, za co lubię teatr: wbrew pozorom nie za to,że siedzenie w trzecim rzędzie nie przyprawia o ból oczu -jak w kinie.
Nie...
Lubię za to,że przez kilkadziesiąt minut kilka zaledwie osób wyczarowuje na scenie
coś zupełnie nowego
rzeczywistość, której nie ma.
Ferię kolorów, potok emocji, milion okoliczności.
To jak internet .
Spektakl polecam-oddychanie powiewem przykurzonej kurtyny rownież.
Ja najbardziej chyba lubię zapach. Cudny. A najcudowniejsze to wszystko poza sceną- korytarze zawalone skrzyniami rekwizytów, w kulisie fotel bujany, fortepian, policyjny mundur i lustro w złoconej ramie. W garderobie rząd wojskowych butów, na ścianach zakurzone plakaty ze starych przedstawień... Mogłabym tam siedzieć bez końca.
OdpowiedzUsuńgdyby było "bez konca" mogloby nie być magii chwili i tej odświętności teatru:)
OdpowiedzUsuń