-Ałłłłłłłłłłłłłłłłłaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!Ma-mo! Ratunku! -
dobiegło z podwórka, na którym wraz z PM urzędował Junior.
PG lotem błyskawicy pokonała 14 stopni schodów i znalazła się na progu gdziebądźtochatynki, ogarnęła wzrokiem sokoła plac przed domem, na którym wrzeszcząc niemiłosiernie stał Junior , pozbawiony ojcowskiej opieki. Poza zapłakanyum Juniorem Gaduła nie dostrzegła jednak żadnych zmian świadczących o dotkliwym pokąsaniu go przez jadowite węże, rój szerszeni, żadnego tornada na horyzoncie, ani nawet jakiegoś tsunami za ogrodzeniem.
-Co sie stało? -spytała jednakowoż przestraszona
-Włącyłem, włącyłem-łkał Junior-niechcąco włącyłem ..
PG przyszła do głowy betoniarka, tudzież kosiarki zgromadzone w składziku...
-Ale co włączyłeś, Synku?-spytała w miarę spokojnie, aby nie powodować nowej fali bólu, rozpaczy i cierpienia.
-Włącyłem STSAŁKI
-wygarnął na jednym wydechu Junior i rzucił się w gadułowe ramiona w poszukiwaniu pocieszenia
I wtedy PG dostrzegła:
na podjeździe stał jak zwykle samochód...
..tylko..
na włączonych światłach awaryjnych.
Kupiliśmy lotkę do badmintona..doprawdy przecudnej urody.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz